Wakacje bez dzieci

Za czasów studenckich zawsze podróżowałam po kosztach. Często jeździłam pod namioty, do schronisk, a nawet na stopa. Zawsze lubiłam przygody i wyjazdy “na wariata”. Z natury jestem osobą dobrze zorganizowaną, a jednocześnie należę do tych błądzących w chmurach i lubię, kiedy nie wszystko jest do końca zaplanowane. Lubię poznawać i odkrywać. Mój plecak był więc zawsze dobrze spakowany, ale wystarczyło minimum, aby czuć się szczęśliwą.

Kiedy ma się małe dzieci, trzeba planować wiele rzeczy i jest się zależnym od codziennych rytuałów. I czasem zwyczajnie brakuje tego szaleństwa i chęci przeżycia wielkiej przygody. Zdecydowaliśmy z mężem, że w tym roku na wakacje wyjedziemy gdzieś sami. Chcieliśmy spędzić ze sobą więcej czasu, chcieliśmy odpocząć i się wyspać, ale przede wszystkim chcieliśmy przez kilka dni pożyć bez planu i bez tysiąca drobiazgów, które przydają się przy dzieciach. Nie chcieliśmy rezerwować hotelu ani pokoju. Chcieliśmy wsiąść w samochód, pojechać tam, gdzie chcemy i zatrzymać się tam, gdzie nam się spodoba. Postanowiliśmy więc, że pojedziemy pod namioty do Włoch. Tam jest ciepło, dużo słońca, ciepłe morze i jest to jedno z tych miejsc, które zawsze jest aktualne na naszej podróżniczej liście. No i namioty. Taki powrót do młodości, do szalonych czasów studenckich, do życia na walizkach i konserwach. W życiu nie byłam tak szczęśliwa i podekscytowana wyjazdem wakacyjnym jak w tym roku.

I przysięgam wam – to był strzał w dziesiątkę. Sama nie wiem, jak to się stało, że zapomnieliśmy jak fajowy może być wyjazd pod namiot. Zabawa z rozbijaniem namiotu w 40 stopniowym upale, nerwy pomieszane z histerycznym śmiechem, niedopompowany materac, dzięki któremu obudziliśmy się na kamieniach i byliśmy szczęśliwi, jedzenie na kolanach, wspólne łazienki, uśmiechnięte twarze, zero krępacji i bliskość międzyludzka to tylko nieliczne uroki pola namiotowego. Poczucie totalnej wolności. Kawałek materiału nad głową, w kółko te sama ubrania bo gorąco, najprostsze jedzenie na świecie, spokój i totalny luz. Drogi szampan pity z plastikowych kubków, pyszne świeże lokalne produkty i czas tylko dla siebie. Nie wspomnę o przepięknych widokach Włoskiej Riwiery i Toskanii.

I przede wszystkim czas tylko dla nas, zakochanych ludzi, którzy wciąż chcą spędzać czas razem, chcą chodzić za rękę, siedzieć na plaży do późnego wieczora i cieszyć się swoją obecnością. W przyszłym roku z pewnością znów gdzieś pojedziemy razem, tylko we dwoje, choć na chwilę, choć na kilka dni. Aby móc się znów sobą nacieszyć, aby się wyprzytulać i wygadać do woli. I Wam polecam to samo. Jeśli tylko macie taką możliwość, to wyrwijcie się gdzieś bez dzieci. Dla odświeżenia związku, przełamania nudy, komfortu życiowego i odkrycia siebie na nowo.

(Wyświetlono 151 razy, 1 wyświetleń dzisiaj)

Powiązane Artykuły

  1. Kasia napisał(a):

    Jak jestem z dziećmi w domu to mam ochotę uciec daleko daleko. Jak wyjeżdżam na dłużej i je zostawiam to mi ciężko. Więc i tak źle i tak nie dobrze. Ciężko mi dogodzić.

Dodaj komentarz