Ty też jesteś wszechwiedząca?

Pewna pani psycholog na jednym warsztacie ujęła to tak: “Drogie Mamy, czasem same na siebie kręcimy bata, robiąc wszystko najlepiej i uważając że jesteśmy niezastąpione w opiece nad dzieckiem. Nie oszukujmy się – jeśli w kółko powtarzamy, że tylko my w tym domu potrafimy dobrze wymyć podłogę i tylko my jesteśmy w stanie poprawnie założyć pieluszkę, to nie liczmy w tej kwestii potem na pomoc innych.” Wszyscy zaczęli się śmiać, bo pani psycholog przytoczyła kilka zabawnych przykładów na to, jak to my kobiety, często najlepiej sobie ze wszystkim radzimy: najlepiej zmieniamy pieluszki, najlepiej karmimy, najlepiej kładziemy dzieci spać, najlepiej gotujemy, zmywamy odłogi, wycieramy kurze i prasujemy.

Każda z nas odnalazła chyba w tym stwierdzeniu jakąś cząstkę siebie. Pomyślałam sobie wtedy, jakie to prawdziwe zdanie. Zabawne, ironiczne i smutne jednocześnie. Przecież sama tyle razy rozmawiałam z kobietami, które wpędziły się w taką właśnie pułapkę, a potem płakały w poduszkę, bo nie mogły liczyć na pomoc partnera. Ile razy ja sama tak robiłam. Bo niestety Drogie Mamy, robiąc wszystko najlepiej, nie dajemy szansy innym i w rezultacie zostajemy same ze wszystkimi obowiązkami domowymi i tymi związanymi z pielęgnacją dziecka. A jak wiemy, to bardzo ciężka praca.

Zdarzyło Wam się kiedyś powiedzieć do partnera, który właśnie wymył podłogę: “no wiesz, mogłeś wytrzeć jeszcze pod łóżkiem i pod kanapą”; “dlaczego użyłeś aż tyle płynu?”; “na drugi raz zrobię to sama, bo nawet nie widać, że jest umyte”; “bardzo Ci dziękuję za taką pomoc, teraz i tak muszę to zrobić sama.” Czy kiedy urodziło się dziecko, zdarzyło Ci się powiedzieć do partnera w różnych sytuacjach: “Zostaw go (dziecko), ja to zrobię lepiej, szybciej”; “nie wiesz jak go uspokoić, daj ja go wezmę”; “on tylko przy mnie usypia”; “nie mogę nigdzie wyjść, bo Ty sobie nie poradzisz”; “nie wiesz nawet jak dobrze zmienić pieluszkę, wszystko muszę robić sama”. To tylko przykłady. Nie musicie się w nich odnajdywać. Myślę, że każda z nas znajdzie swoje. Chodzi mi o pokazanie Wam pewnego modelu zachowania, który stosuje wiele kobiet. Często myślimy, że jesteśmy niezastąpione we wszystkim, co robimy. Jesteśmy perfekcjonistkami i oczekujemy, że wszyscy będą robić dokładnie to, co sobie wyobrazimy i tak, jak to sobie wyobrazimy. Kiedy rodzi się dziecko, obowiązki się dwoją i troją. Nie radzimy sobie z ich nawałem, więc prosimy o pomoc naszego partnera i jednocześnie bardzo często tę pomoc odrzucamy. Denerwujemy się, że nie nałożył pieluszki właściwie, że za długo maluszka ubierał, że dziecko płacze u niego na rękach, a u nas nie, że źle trzyma butelkę, że źle kąpie i wiele innych. Same decydujemy o szczepieniach, zakupach, porach zasypiania. Nie pytamy o opinię, nie dyskutujemy, bo wiemy najlepiej, bo to przecież my jesteśmy matkami. Mówimy tak raz, drugi, trzeci, dziesiąty, dwudziesty i partner przestaje się starać i coraz rzadziej oferuje nam swoją pomoc. Nie pyta, czy przebrać dziecko, bo się boi, że zostanie skrytykowany. Nie podaje butelki, bo się boi, że zostanie skrytykowany. Nie ‘wtrąca się’ w sprawy związane z dzieckiem, bo nie ma ochoty zostać skrytykowanym. A my jesteśmy jeszcze bardziej sfrustrowane i zmęczone do granic możliwości i nie widzimy już wtedy swojego błędu. Widzimy tylko fakt, że partner nas nie rozumie, że nie pomaga, że jesteśmy zostawione same sobie.

I nie mówię tu o przypadkach, gdzie panowie nie chcą się angażować w opiekę nad dzieckiem, bo uważają, ze ich to nie dotyczy. Wiem, że takie sytuacje się zdarzają. Ja jednak mam na myśli te sytuacje, kiedy to my same uczymy nasze otoczenie, że jesteśmy samowystarczalne i żadna pomoc nie jest nam potrzebna. Mówię o tej właśnie sytuacji, bo zdarza się ona w większości domów. A efekt jest taki, że nikt nie wie, o co chodzi i wszyscy są nieszczęśliwi. Kobieta jest skrajnie zmęczona, partner czuje się odsunięty, a dziecko ma mniej taty. Rosną pretensje, narasta niechęć i wzajemne niezrozumienie. Czyli prosta droga do kłopotów.

Jak to zmienić?

1. Po pierwsze przestań być perfekcjonistką i zmniejsz wymagania.
Nie ma tu żadnych wymówek, że to trudne, że tak od razu się nie da. Jeśli chcemy, to się da. Wszystko zależy od nas i naszych chęci. A przecież każdej z nas chyba zależy, żeby mieć mniej obowiązków, mieć chwilę w ciągu dnia dla siebie, wolny wieczór i tatę, który jest na równi z nami zaangażowany w wychowanie dziecka. Zmniejsz swoje wymagania odnośnie standardów czystości i ilości codziennych obowiązków. Skup się na tym, co naprawdę ważne i istotne. Powiesz mi, że każe Ci żyć w brudzie. Nic bardziej mylnego. Sama lubię mieć porządek, ale po urodzeniu córeczki, na nowo zdefiniowałam sobie, co znaczy dla mnie porządek, czystość i co w życiu jest tak naprawdę ważne. Nie myję okien co miesiąc, bo nie mam na to ani chęci ani czasu. Odkurzam 2 razy w tygodniu, zmywam podłogę raz. A nie codziennie. Jesteśmy zdrowi, nie chorujemy, dom wygląda czysto. A my mamy czas na zabawę i wspólne wyjścia. Pomyśl, z czego jesteś w stanie zrezygnować i jakie obowiązki powierzyć partnerowi, dając mu szansę, żeby się wykazał. I zastanów się, czy tak naprawdę warto się denerwować o niedokładnie starte kurze? Czy to naprawdę ważne? Czy ważne jest to, jak dziecko ma założoną pieluszkę? Czy może ważne jest to, że tata się postarał i ją założył, tak jak potrafił? Czy jest ważne to, że kiedy wracasz z zakupów, naczynia w zlewie są niepozmywane? A może ważniejsze jest to, że i tata i dziecko wyglądają na szczęśliwych?

2. Doceń starania.
Zamiast narzekać i denerwować się, że Twój partner nie zrobił czegoś tak jak, Ty tego oczekiwałaś, doceń fakt, że się postarał i że spełnił Twoją prośbę. A jeśli nie zrobił czegoś tak, jak Ty tego  chciałaś, to trudno. Lepiej, że umył podłogę, niż gdyby miał jej nie umyć wcale. Daj partnerowi szansę się wykazać. Jeśli go ciągle upominasz, to go zniechęcisz i po jakimś czasie, nie usłyszysz od niego chęci pomocy. Jeśli  na przykład rzeczywiście bardzo źle zmywa naczynia, to pokaż mu na spokojnie, jak może zrobić to lepiej. Tylko nie mów, że Ty byś zrobiła to lepiej, że nawet naczyń nie potrafi zmyć. Zamiast tego skorzystaj z konstruktywnej krytyki. Powiedz, że zauważyłaś, że garnki czasem są lekko niedomyte. Może następnym razem mógłby spróbować wyszorować je szczoteczką, a nie gąbką. Podpowiedz, wesprzyj – nie krytykuj i nie porównuj! Partner chce uspokoić płaczące dziecko na rękach? Świetnie. Daj mu szansę. Nie skacz od razu na pomoc, krzycząc, że tylko Ty wiesz, jak uspokoić malucha. Nie wyrywaj dziecka z rąk mężowi. Poczekaj, aż dziecko się uspokoi, albo mąż sam Ci je poda. Wyjdź z pomieszczenia, nie stresuj partnera i dziecka swoją obecnością, pokaż mu, że wierzysz, że sobie poradzi. Bo dlaczego miałby sobie nie poradzić. Jest przecież tatą! Zrobisz przysługę sobie, partnerowi i dziecku. Dzięki takiej praktyce zyskasz więcej wolności i czasu dla siebie, a także poczucie, że nie jesteś sama. Tata poczuje się odpowiedzialny i potrzebny, a maluch będzie miał dwóch rodziców zamiast jednego. Zaowocuje to w przyszłości, zobaczysz.

3. Zaufaj.
Uwierz w partnera. Popatrz na niego. Ma dwie ręce, dwie nogi, oczy i uszy. To znaczy, że może wykonywać wiele czynności. Widzi, co się dzieje i słyszy, co do niego mówisz. Poza tym jesteś z nim od jakiegoś czasu, a to najlepszy dowód, że go kochasz i że mu ufasz. Zaufaj mu również w kwestii dziecka. Mężczyźni świetnie sobie radzą z technicznymi sprawami i bardzo szybko się uczą nowych czynności. Pod warunkiem oczywiście, że im na to pozwolimy. Uwierz w swojego mężczyznę. Uwierz w to, że poradzi sobie z dzieckiem. Wyjdź z domu, umów się z koleżanką, weź długą kąpiel. Powiedz partnerowi, co ma zrobić, a resztę pozostaw jemu. Tatusiowie są naprawdę genialni w opiece nad dziećmi. Nikt inny nie wymyśla takich zabaw, jak oni. I koniecznie – nie kontroluj. Jeśli prosisz partnera o zmianę pieluszki, to nie zaglądaj potem, czy ją dobrze założył. Zostaw to. Nie chciałabyś chyba, żeby partner wytykał Tobie każdą według niego źle wykonaną  przez Ciebie czynność i pokazywał ostentacyjnie, że Cię sprawdza na każdym kroku.

4. Podziel obowiązki.
Czasem dobrze jest zrobić taki podział jeszcze przed narodzinami dziecka. Z pewnością po narodzinach i tak będziecie musieli nagiąć Wasze założenia do potrzeb dziecka, ale przynajmniej każde z Was będzie lepiej przygotowane na nowe obowiązki. Będziecie wiedzieli, czego się spodziewać. I będziecie mieli świadomość, ze jest Was dwoje, a nie jedno. Podział obowiązków to rewelacyjna praktyka niezależnie od tego czy mamy dziecko czy nie. Oboje partnerzy czują się bardziej odpowiedzialni za wspólne życie, wiedzą dokładnie, jaka jest ich działka, wiedzą czego sie spodziewać i czego oczekiwać. Ustalcie z góry, kto maluszka kąpie, kto ubiera do spania, kto robi zakupy, kto sprząta w domu. Jeśli chodzi o kwestię usypiania maluszka, to dobrze, jeśli od początku robicie to oboje na zmianę. Dlaczego? Otóż, dlatego, żeby dziecko nie przyzwyczaiło się tylko do jednego rodzica. Mama, która przyzwyczai maluszka do codziennego zasypiania wraz z nią, nie ma co liczyć na wieczorne wyjście z koleżankami.

5. Pytaj o radę.
Mężczyźni podobnie jak kobiety mają wrodzoną mądrość i warto korzystać z ich rad w kwestii wychowania dzieci. Tam, gdzie my kobiety jesteśmy zbyt emocjonalne, mężczyźni są racjonalni i często mają bardzo zdrowy ogląd sytuacji. Korzystaj z tego. Nie odpychaj partnera i nie odsuwaj od podejmowania decyzji dotyczących dziecka. Dyskutuj z nim, pytaj o radę, o jego zdanie. Myśl przyszłościowo. To, co nam kobietom wydaje się dobre właśnie w tym momencie, nie zawsze okazuje się trafioną decyzją na przyszłość. Mężczyzna myśli bardziej globalnie. I często jego pomysły czy decyzje, mają trafione odbicie w przyszłości. Zamiast uważać się za ekspertkę we wszystkich sprawach dotyczących Twojego dziecka, posłuchaj czasem opinii partnera oraz innych bliskich Ci osób.

6. Nie licz, że ktoś się domyśli.
Na koniec rzecz nader oczywista, ale taka, o której najczęściej zapominamy. Jeśli liczysz na to, że Twój partner się czegoś domyśli, to jesteś w błędzie i na straconej pozycji. Działa to w każdej sferze i dziedzinie życia. Dopóki nie nauczysz się komunikować swoich potrzeb i oczekiwań, nie masz szansy na uzyskanie tego, czego chcesz. Jeśli na przykład chciałabyś, żeby Twój partner położył maluszka dziś spać, to mu o tym powiedz. Nie czekaj, aż on sam wyjdzie z taką propozycją. Jeśli Ty robisz to częściej, to nie przyjdzie mu to nawet do głowy. Jeśli chcesz, żeby odkurzył  domu dywany, to go o to poproś. On może nie zauważyć, że jest brudno i nawet o tym nie pomyśli. Jeśli chcesz, żeby babcia zaopiekowała się maluszkiem przez kilka godzin, to ją o to poproś. Nie czekaj, aż ludzie domyślą się, co siedzi w Twojej głowie, bo raczej się nie doczekasz. Będziesz tylko sfrustrowana i nieszczęśliwa, że nikt nie wie, o co ci chodzi.

I pamiętaj, że w dużym stopniu od Ciebie samej zależy, czy będziesz spełnioną, szczęśliwą mamą i żoną, czy sfrustrowaną i narzekającą na wszystko dookoła. Uprość swoje życie korzystając z zasobów, jakie masz wokół siebie. Daj szansę tacie na wykazanie się i zbudowanie więzi ze swoim dzieckiem. Nie dąż do ideału, bo i tak go nie osiągniesz. Ideały nie istnieją i dążenie do nich jest skazane na porażkę. Naucz się odpuszczać. I daj innym szansę się wykazać.

(Wyświetlono 149 razy, 1 wyświetleń dzisiaj)
  1. Bebe napisał(a):

    Ja jestem z tych, które nie poprawiają męża, bo przyznam szczerze sama nie lubię jak mi ktoś zwraca uwagę albo mówi jak mam coś zrobić. Odruchowo robię wtedy na przekór 🙂

  2. Georgina G napisał(a):

    dobrze i mądrze napisane – zdecydowanie… 🙂

  3. To świetnie, że masz taką świadomość, bo niestety większość z nas robi to czasem odruchowo i nawet o tym nie wie 🙂

  4. maniamamowania napisał(a):

    Zgadzam się z każdym słowem. Gdy na świat przyszedł Staś starałam się od początku wprowadzić jego tatę w obowiązki związane z dzieckiem i myślę, że mi się udało. Tata przewija, karmi i usypia od samego początku 🙂

  5. My też od samego początku zaangażowani byliśmy oboje w wychowanie córeczki. Tata karmił, usypiał, kąpał, bawił się, jak najwięcej. I dziś to owocuje wspaniałą relacją 🙂

  6. Agnieszka G. napisał(a):

    Zgadzam się. Zupełnie nie pojmuje kobiet, które chcą czegoś a nie potrafią przekazać otoczeniu odpowiedniej informacji, w efekcie czego sa obrażone na cały świat.

  7. Niestety wiele kobiet w Polsce cierpi na syndrom matki polki. Tak zostały wychowane i takie mają wzorce.Mają poczucie, że wszystko od nich zależy i nie potrafią puścić kontroli. Na szczęście nowe wzorce zachowac można wypracować i zmienić myślenie. Czego życze wielu paniom.

  8. Oczywiście, że tata potrafi !
    Niestety jeszcze bardzo aktualne jest myślenie, że matka jest odpowiedzialna za wszystko co jest związane z dzieckiem i domem. A tymczasem role społeczne są coraz bardziej poodwracane:) Większość kobiet i mężczyzn coraz częściej współpracuje ze sobą, obydwoje pracują , rozwijają się, dlatego też razem dbają o swoje gniazdko i wychowanie dzieci.

  9. To prawda, że dużo sie zmienia na dobre. Według mnie dużo w tej kwestii zależy jednak od kobiet i pozwolenia na przejęcie kontroli przez meżczyzn i zaufaniu im trochę bardziej.

Dodaj komentarz