Przytul mnie!

Uwielbiam się przytulać. Uwielbiam fizyczną bliskość moich najbliższych, lubię ich dotykać i głaskać. Uwielbiam ciepło moich dzieci, ich małe rączki zawieszone na mojej szyi i główki przytulone do klatki piersiowej. Bardzo lubię przytulać się do męża, dostawać oślinione buziaki od małego synka i być przytulana przez córeczkę. Lubię, kiedy mój synek zasypia i domaga się dotyku i mojej bliskości. Głaskam go wtedy i masuję po pleckach i czuję się bardzo szczęśliwa i spełniona. Dotyk zwiększa moje poczucie bezpieczeństwa i miłość do moich dzieci.

Myślę sobie, że bliskość fizyczna to taka wartość, która nigdy nie zginie. Nie zostanie zastąpiona przez dobra materialne, nowe zabawki, ambitną pracę ani bajki w telewizji. Zdarza się, że w pędzie codzienności zapominamy o fizycznej bliskości. Kiedy jesteśmy pochłonięci swoimi planami, wracamy zmęczeni z pracy, często nie pamiętamy o prostych przytulasach i buziakach. A przecież każdy z nas dokładnie tak samo ich potrzebuje. Bez wyjątku. Nasze ciało dzięki bliskości fizycznej rozluźnia się i produkuje hormony szczęścia, mózg z kolei czuje się bezpieczny. Dzięki temu czujemy się o wiele mniej zestresowani i o wiele bardziej szczęśliwi.

Podczas swojej pracy i własnego macierzyństwa zaobserwowałam taką prawidłowość: małe dzieci otrzymują naturalnie bardzo dużo bliskości oraz dotyku. Przytulamy je często, nosimy na rękach, całujemy, tulimy do piersi przy karmieniu. Nasze malusie bobaski są takie piękne i prze-kochane, że mamy ochotę przytulać je na okrągło. W przypadku starszych dzieci sprawa wygląda już inaczej. Po pierwsze im dziecko jest starsze, tym bardziej samo decyduje o tym, kiedy chciałoby otrzymać od nas dotyk. Zdarza się, że chcąc przytulić trzylatka, jesteśmy odepchnięci. W przypadku siedmio- czy dziesięciolatka jest jeszcze gorzej. Dzieci nie same decydują, kiedy się przytulą do rodziców. Nie oznacza to, że nas nie chcą i nie kochają, po prostu tak są skonstruowane, że muszę zaznaczać swoją odrębność na pewnym etapie rozwoju. Rodzice, którzy mają wysokie poczucie wartości w takiej sytuacji uśmiechną się i pomyślą sobie, że ich dziecko rozwija się prawidłowo i poczekają na moment, kiedy dziecko samo przyjdzie po przytulasa. Jednak rodzice, którzy mają niską samoocenę, poczują się przez dziecko odrzuceni i nie będą chcieli tej bliskości już tak bardzo dziecku okazywać. Zdarza się również, że starsze dzieci są tak bardzo irytujące i tak bardzo denerwują nas swoim zachowaniem, że zwyczajnie nie mamy ochoty się do nich przytulać. Ot taka kolej rzeczy. Ile razy zdarzało się, że byłam tak zła na córeczkę za jej histerie, że naprawdę nie miałam ochoty jej wieczorem buziakować. To wszystko nie oznacza jednak, że nasze starszaki tej bliskości nie potrzebują. Wręcz przeciwnie. One bardzo potrzebują naszego czułego dotyku, aby czuć się kochane, bezpieczne i aby prawidłowo się rozwijać. Potrzebują bliskości fizycznej, aby umieć tę bliskość dawać innym. Potrzebują tej czułości, po to aby umieć rozróżniać uczucia i w przyszłości dawać je swoim bliskim.

W tym naszym zwariowanym, ale pięknym świecie bliskość, czułość i miłość są na wagę złota. Pomyślcie tylko. Jeśli każdy z nas wyposaży swoje dzieci w poczucie bezpieczeństwa i miłości do siebie, o ile piękniejszy będzie świat. Dzieci poniosą ze sobą dobro i poczucie akceptacji. Będą ludźmi szczęśliwymi i pewnymi siebie. Dzięki zgromadzonym pokładom czułości, którą otrzymają od nas, poradzą sobie z wszystkimi przeciwnościami losu, które napotkają na swojej drodze. A my, co zyskamy, dzięki okazywaniu czułości poprzez dotyk? Rozbudzimy w sobie miłość do siebie i do naszych najbliższych. Podniesiemy poziom endorfin w naszym organizmie, pokochamy nasze dzieci jeszcze bardziej, zwiększymy poziom samoakceptacji, zrelaksujemy się i nauczymy się cierpliwości.

(Wyświetlono 126 razy, 1 wyświetleń dzisiaj)

Powiązane Artykuły

Dodaj komentarz