Cierpliwość – cecha na wagę złota

Przypomina mi się taka sytuacja. Stoję w kuchni i szykuję obiad. Mąż jest z dzieciakami na górze, urządza im kąpiel. Co jakiś czas słyszę marudzenie mojej pięcioletniej córeczki. Za marudzeniem pojawia się płacz, wrzask i ledwo zrozumiałe komunikaty: zimno, ręcznik, ja pierwsza, zawiń mnie, leci mi do oczu. Słucham i zastanawiam się, czy sąsiedzi też to słyszą. Wrzaski nie ustają. Mija 5 minut, potem 10 i 15. Coraz bardziej poirytowana staram się skupić na przygotowaniu obiadu. Z oddali słyszę opanowane reakcje męża na histeryczny płacz. Oczywiście po jakimś czasie do chóru włącza się synek i słychać już nie jedno, a dwójkę płaczących (bardzo głośno) dzieci. Moja cierpliwość jest na włosku i siłą się powstrzymuję, żeby nie wrzasnąć: CISZA!!! I kiedy już myślę, że wbiegnę na górę i wrzasnę z całych sił, podchodzę do telewizora i włączam muzykę. Na tyle głośno, aby nie słyszeć wrzasków. Dwa lata temu pobiegłabym z krzykiem i swoimi emocjami podnieciła ogień, a dziś mam dwa rozwiązania: albo się nie wtrącam i zagłuszam krzyk czymś przyjemnym (muzyką na przykład) albo idę do góry i pytam stanowczo, co się tam dzieje? Wszyscy na komendę przedstawiają mi swoją wersję wydarzeń, a ja kwituję, że mają się uspokoić, ubrać i zejść na dół. Nie wnikam w szczegóły, nie dociekam i nie dopytuję. Rozmawiamy o tym dopiero później, kiedy wszyscy są już opanowani. W takiej sytuacji wydaję tylko krótkie komunikaty.

Wiesz dlaczego, zazwyczaj zostaję na dole w krytycznej sytuacji kąpania? Dlatego, że mój mąż ma o wiele więcej cierpliwości niż ja i nigdy nie wybucha złością. Nie oznacza to, że nie reaguje. Oczywiście, że to robi, ale słusznie uważa, że nie ma sensu dyskutować z wrzeszczącym dzieckiem (zresztą nie tylko dzieckiem). Ja mam o wiele mniej wrodzonej tolerancji na wysokie tony i krzyki, z natury lubię ciszę i trudno mi wytrzymać długo we wrzasku. Dlatego wieczorem zostaję na dole, a mąż zajmuje się kąpaniem dzieci. Wiem, że wszystkie dzieci krzyczą, płaczą i histeryzują wiem, że zazwyczaj wieczorem są już zmęczone całym dniem pełnym wrażeń i emocji i właśnie z tego powodu, kiedy mam taką możliwość, unikam wkraczania w sytuacje kryzysowe. Z szacunku do moich dzieci i ich sposobów wyrażania emocji.

Uczę się cierpliwości każdego dnia poprzez wspólną zabawę z dzieciakami, poprzez konsekwentną pracę, poprzez wyznaczanie sobie zadań na dany dzień, wzmacnianie samooceny i nie reagowanie emocjami na emocje moich dzieci. Oczywiście, że czasem zdarzy mi się krzyknąć, ale mam tego świadomość i następnym razem staram się tego uniknąć. Wiem, że mój krzyk nie przyniesie nic dobrego moim dzieciom. Wzmocni jedynie ich zachowania. Dlatego staram się używać coraz częściej swojej głowy i mądrości, a nie emocji. Staram się tłumaczyć, ignorować wrzaski albo mówić stanowczym głosem, kiedy wcześniejsze sposoby zawodzą. A kiedy wiem, że mam słabszy dzień, jestem bardziej zmęczona, rozdrażniona i wiem, że gorzej sobie radzę sobie z emocjami, to korzystam z pomocy innych, jeśli oczywiście mam taką możliwość.

Co zrobić, aby reagować inaczej i aby cierpliwość zagościła w naszym życiu? Wzmacniać w sobie poczucie siły, kontroli i wewnętrznej mocy. Niewielu z nas ma w sobie wystarczająco dużo cierpliwości. Ogólnie rzecz biorąc jesteśmy nerwusami. W dzieciństwie nie zostaliśmy nauczeni odraczania przyjemności i stąd brak cierpliwości na drażniące nas sytuacje. A każdy rodzic wie, że długotrwały histeryczny krzyk dziecka do takich należy.

Statystyczny mężczyzna ma więcej cierpliwości od statystycznej kobiety. Dlatego często panowie lepiej radzą sobie z emocjami dzieci niż panie. Nie są tak emocjonalni i mają więcej chłodnej oceny sytuacji oraz dystansu. Mój mąż jest „oceanem” cierpliwości i dlatego uczę się od niego. Jestem z natury porywcza i bardzo emocjonalna. Kiedyś nie potrafiłam utrzymać języka za zębami. Uważam, że są to dobre cechy w określonych sytuacjach. W niektórych jednak utrudniają mi życie, dlatego uczę się cierpliwości obserwując mojego męża. Staram się nie złościć, kiedy czekam w kolejce na poczcie pół godziny. Kiedy stoję w korku i ktoś wpycha się przede mnie, nie trąbie. Kiedy dzieci marudzą, odpowiadam spokojnie albo milczę. Robię to świadomie, pomimo tego, że czasami chciałabym zareagować inaczej. Pytanie brzmi jednak: „Co dałaby moja reakcja?” Satysfakcję? Nie, zmianę zniecierpliwienia w nerwy i złość. Cierpliwość można budować poprzez wieczorne wyciszenie, liczenie do 10, zamykanie się na chwilę w łazience, myślenie o czymś przyjemnym, wzmacnianie poczucia wartości, poczucia siły i kontroli. Cierpliwość można świetnie wzmacniać również poprzez poczucie humoru. I przede wszystkim poprzez budowanie wewnętrznej siły i wzmacnianie samooceny oraz wiary w siebie. Bo kiedy czuję się silna wewnętrznie, to wiem, że ze wszystkim sobie poradzę. A kiedy wiem, że sobie poradzę, to w trudnej sytuacji wiem, co mam robić. I tak to działa. Im mniej krzyczę ja, tym mniej krzyczą moje dzieci.

(Wyświetlono 373 razy, 1 wyświetleń dzisiaj)

Powiązane Artykuły

Dodaj komentarz