Czy ty też wychowujesz leniuszka?

Jakiś czas temu spotkałam sąsiadkę. Właśnie wróciłam z dziećmi z zakupów i zaparkowałam wózek wyładowany po brzegi: zakupy, rzeczy z przedszkola, torba i synek. Sąsiadka mieszka na tym samym piętrze, więc zaoferowała nam swoją pomoc. Z wielką ulgą skorzystałam. Powiedziałam, co może zabrać i zaczęłam się wspinać w górę, zostawiając ją i moją córeczkę w tyle. I nagle słyszę jak mówi do Amelki: “Ja wezmę tę dużą torbę, a Ty dwie mniejsze. Jesteś już duża i myślę że sobie poradzisz”. Córeczka coś tam bąknęła, że nie da rady, ale sąsiadka tak ją zmotywowała, że doniosła to, co miała w rączkach do góry z uśmiechem opowiadając historie z przedszkola. Ewa mrugnęła do mnie na górze okiem i poszła do domu. A ja przez długi czas rozmyślałam.

Uczę dzieci sprzątać zabawki i ubranka od małego. Uczę je jeść przy stole, podawać i odkładać. Ale do tej pory nie uczyłam pomagania w noszeniu. Brałam ich zabawki na grzbiet i sama szłam obładowana jak baran. Nie prosiłam o odnoszenie nauczyć do zlewu i o pomoc w przygotowaniu stołu przed posiłkiem. Dlaczego? Nie wiem. Wydaje mi się, że po pierwsze nie przyszło mi to do głowy, a po drugie może myślałam, że jak zrobię to sama to będzie szybciej. Nie pomyślałam tylko o tym, że jak dziś nie nauczę dzieci obowiązków i pomagania, to później nie mam co narzekać, że zostaję ze wszystkim sama.

Od tamtego czasu z dość dużym niepokojem obserwuję młodych ludzi. Pokolenie dwudziestolatków. Zdrowi, piękni, silni, pełni energii i wigoru. Pełni życia, pasji i chętni do pracy? Czy aby na pewno? Wstają rano i narzekają, że są niewyspani, idą do pracy i wracają wiecznie zmęczeni. Bo praca ciężka, bo dużo godzin, bo dużo roboty itd. Idą do szkoły, a tam dużo lekcji, dużo zajęć i jeszcze zajęcia sportowe. A fuj. Sprzątanie? Odpada. Zmęczeni. Zmycie naczyń. O nie. Pościelenie łóżka? Co za dużo to nie zdrowo! Zakupy? Zapomnij. A jakiś sport? Pomoc starszym? Pomoc rodzicom? Nie. Nie widzą, że naczynia w zlewie, nie widzą, że kurz na półkach, że można komuś pomóc bezinteresownie, że ktoś może być bardziej zmęczony. Starsi ludzie mają trzy razy więcej energii od nich. O wiele bardziej cieszą się życiem, znajdują pozytywy i motywację.

I wiecie co sobie myślę? Myślę sobie, że my sami wychowujemy pokolenie kolejnych leniuszków. Sprzątając za nasze dzieci zabawki, podając kubek z wodą do ręki, ścieląc łóżko, podsuwając obiad pod nos, układając sztućce na stole, sprzątając brudne naczynia i porozrzucane ubrania oraz spełniając każdą zachciankę. To my brakiem nauki obowiązków, uczymy dzieci, że mają dwie lewe ręce i że wszystko za nie zrobi się samo. Czasem tak bardzo chcemy mieć święty spokój, że sprzątamy za dzieci ich porozrzucane zabawki, tłumacząc sobie, że my przecież zrobimy to szybciej i sprawniej. Ile razy słyszałam sama siebie: “Zostaw, ja to posprzątam”, ile razy mąż nosił córeczce do przedszkola jej zabawki, ile razy wychodząc od koleżanek z dziećmi i chcąc pomóc w sprzątaniu, słyszałam: “Zostawcie, ja to później posprzątam sama”. Też to słyszałaś? A może sama tak mówisz?

Jeśli nie chcesz mówić tak przez całe życie albo mieć pretensji do dzieci, że Ci nie pomagają, to radzę Ci szczerze, raz dwa ustalaj jeszcze dziś obowiązki dla każdego domownika i konsekwentnie o nich wszystkim przypominaj.

(Wyświetlono 356 razy, 1 wyświetleń dzisiaj)

Powiązane Artykuły

  1. Ciekawe spostrzeżenia. Czasami takie zwykłe, codzienne sytuacje są bodźcem do zmiany i zauważenia czegoś z pozoru bardzo oczywistego. Wychowanie to bardzo trudna sztuka, nie da się wszystkiego przewidzieć i zadbać o wszystkie aspekty. Najważniejsze jest poczucie, że staramy się robić to jak najlepiej i dajemy z siebie wszystko, aby dać naszym dzieciom na każdym kroku dobry przykład i solidną dawkę wiedzy.

    • Pozytywne Rodzicielstwo napisał(a):

      Dla mnie właśnie te zwykłe sytuacje są najczęściej najlepszą lekcją 🙂 Kiedy pamiętam, żeby patrzeć na siebie z przymrużeniem oka i poczuciem humoru i nie traktować wszystkiego na serio, to łatwiej je dostrzegam.

Dodaj komentarz