Archiwum Tagów: wychowanie

Ciągły pośpiech-wybór czy wewnętrzny przymus?

Spotkałam jakiś czas temu kolegę. Nie widzieliśmy się dość długi czas, więc staliśmy i wymienialiśmy się nowinkami z naszego życia. Bardzo dużo się u niego działo: przedszkole, praca, dzieci, wyjazdy. U mnie też: praca, spotkania, dzieci. Zaproponowałam, że może wpadnie do nas na kawę z rodziną. Zmartwiony pokręcił głową i stwierdził, że na pewno nie teraz, bo tyle rzeczy się dzieje i tak mało czasu na wszystko. I kawa jest wykluczona. Po czym pobiegł pędem do domu. Ja z wózkiem poczłapałam się do swojego. Kilka dni wcześniej rozmawiałam przez telefon z koleżanką. Ona też na nic nie miała czasu i z niczym

Czy ty też wychowujesz leniuszka?

Jakiś czas temu spotkałam sąsiadkę. Właśnie wróciłam z dziećmi z zakupów i zaparkowałam wózek wyładowany po brzegi: zakupy, rzeczy z przedszkola, torba i synek. Sąsiadka mieszka na tym samym piętrze, więc zaoferowała nam swoją pomoc. Z wielką ulgą skorzystałam. Powiedziałam, co może zabrać i zaczęłam się wspinać w górę, zostawiając ją i moją córeczkę w tyle. I nagle słyszę jak mówi do Amelki: “Ja wezmę tę dużą torbę, a Ty dwie mniejsze. Jesteś już duża i myślę że sobie poradzisz”. Córeczka coś tam bąknęła, że nie da rady, ale sąsiadka tak ją zmotywowała, że doniosła to,

Nie wstyd Ci?

O tak, bardzo mi wstyd. Wstydzę się, kiedy powiem coś głupiego i kiedy nie czuję się wystarczająco dobra. Wstydzę się, kiedy moje ubrania do siebie nie pasują i chowam w sklepie twarz bez makijażu. Wstydzę się swoich zachowań albo ich braku. Wstydzę się nawet, kiedy czytam książkę i jej bohaterowie popełniają jakieś głupstwa. Też jest mi za nich wstyd. Ciągle mi za coś wstyd. Wiesz dlaczego? Ponieważ słyszałam to pytanie tysiące razy w dzieciństwie. Mnóstwo razy powtarzano mi: “To wstyd, żeby taka duża dziewczynka…”, ” Nie wstyd Ci…?”, “Powinnaś się wstydzić”.

Metoda kawałka camemberta

Przypomina mi się taka sytuacja. Siedzimy przy stole, jemy obiad. Na deser są maliny. Córeczka zjadła obiad pierwsza i zabiera się do deseru. Ja podążam za nią, na koniec mąż. Wszyscy jemy po równo, choć ja w pewnym momencie się zatrzymuję i kończę z malinami. Myślę sobie, że skoro aż tak córci smakują, a tak rzadko zjada tyle owoców za jednym posiedzeniem, to odstąpię jej swoje. Taka jestem miła i wrażliwa na potrzeby mojego dziecka. Mąż niewzruszony zajada maliny na równo z córką. Lekko wkurzona, że on taki niedomyślny szturcham go i mówię, żeby zostawił trochę dla niej, że powinien dzielić się z nią malinami.

Page 2 of 2
1 2